Podróż do Portugalii z małym alergikiem – przygotowania

Już jutro wybieramy się w podróż do Portugalii a ja wciąż jeszcze niewiele o niej wiem. Mam zamiar dokształcić się w samolocie. O kuchni portugalskiej poczytam w książce z serii o której już wcześniej wspominałam – wydanej przez Rzeczpospolitą. A reszta niech będzie dla mnie niespodzianką. Czas, który miałam na przygotowania do wyjazdu poświęciłam głównie na zaplanowanie posiłków mojego małego, alergicznego Potwora. Właściwie to nasz pierwszy wyjazd, który pod względem jedzenia dla Leo jest tak dużym wyzwaniem. Leo nie może jeszcze jeść żadnego nabiału, glutenu czyli w ogóle pieczywa, jajek, ryb, owoców i większości warzyw. Wcześniej, gdy byliśmy w Chorwacji, Potwór był jeszcze całkiem malutki i karmiony wyłącznie moim mlekiem. Tamten wyjazd był trudny przede wszystkim dla mnie – ścisła dieta i pytanie czy będę miała co zjeść w podróży, hotelu, knajpach. Kolejne wyjazdy (Grecja, Austria i kilka razy Włochy) były nieco łatwiejsze- wiedziałam już czego mogę się spodziewać, na co zwracać uwagę zamawiając jedzenie w restauracjach, co wziąć ze sobą. Leo w tamtym okresie jadał właściwie tylko swoje kaszki oraz dania ze słoiczków, no i wciąż mój pokarm, więc nie mieliśmy z tym raczej problemu. No ale o tym chyba napiszę szerzej następnym razem, bo czas mnie goni a walizki wciąż nie spakowane.

Do Portugalii muszę wziąć dla Leo całkiem spory prowiant i jestem pełna obaw o to czy wszystkiego wystarczy i czy na miejscu uda nam się zorganizować dla niego warzywa, które może jeść oraz mięso. Zabieram ze sobą duży zapas mleka – na wszelki wypadek, w razie gdyby były jakieś problemy z bagażem (błagam, oby nigdy nie! ) po trochu do każdej walizki oraz do bagażu podręcznego. To samo z zupami w słoiczkach na obiad, słoiczkami na kolację i kaszką jaglaną instant, które tak jak i mleko nie byłyby do zdobycia za granicą. Ponieważ nie będę miała możliwości ugotowania mu kaszy, którą jada do zupy, kupiłam płatki kukurydziane (kukurydza 100%) i mam zamiar nimi zastąpić w jakiś sposób kaszę. Dalej – bierzemy ze sobą szynkę robioną przez dziadka. Leo nie jada żadnej innej wędliny, ponieważ zazwyczaj niestety we wszystkich są przeróżne dziwne dodatki w tym serwatka i mleko w proszku… Pakujemy też parówki z indyka – Łasuszki ( tutaj możecie o nich poczytać). Nie jestem zupełnie pewna czy są one najlepszym pokarmem dla małego alergika, ale kupiłam je w akcie desperacji aby choć odrobinę urozmaicić dziecku dietę. Póki co jest dobrze, chociaż z indykiem też raczej nie możemy szaleć i jeść go za często. Liczę na to, że przetrwa to podróż ( w szczelnej torbie termicznej ze zmrożonym, chłodzącym wkładem) i szybko załadujemy to do lodówki w hotelu.

Na miejscu mam nadzieję na oliwki, które o dziwo Potwór może jeść i ma na ich punkcie bzika! Wierzę też, że kalafior, brokuł, cukinia, kapusta i ziemniaki są na tyle uniwersalne i powszechne, iż będą dostępne w restauracjach, a kucharze na tyle uprzejmi, aby ugotować je dla dziecka bez żadnych dodatków. We Włoszech w marcu to się sprawdziło, dlatego jestem dobrej myśli. Może będziemy też zamawiać grillowanego kurczaka i wieprzowinę? – wtedy będziemy szczęśliwi ;)

Jak będzie? Okaże się już niebawem!

Zdjęcie z portalu Wikimedia Commons.

This entry was posted in Podróże and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>